• Wpisów: 27
  • Średnio co: 133 dni
  • Ostatni wpis: 6 lat temu, 09:52
  • Licznik odwiedzin: 12 264 / 3747 dni
 
mianorris
 
weider.gif

Na początek link:
www.fit.pl/g/str/cwiczeniadlaciebie/brzuch/weider.jpg
O słynnej "szóstce Weidera", znanej też jako a6w, słyszało już na pewno wiele osób. Spróbuję jednak spojrzeć na nią z trochę innej strony :) Zacznijmy od krótkiej analizy.

Aerobiczna
Słowo to oznacza, że ćwiczenia zmuszają organizm ćwiczącego do zużywania większej ilości tlenu. Przyspiesza oddech, praca serca, krążenie. Ćwiczenia aerobowe są najlepsze na chudnięcie, a także niezbędne do tzw. rzeźby ciała. Ponadto wpływają na wydolność organizmu, przyspieszają przemianę materii, podobno też oczyszczają ciało z toksyn i złogów cholesterolu, a także podnoszą odporność.

Szóstka
Jak widać na zalinkowanym obrazku, ćwiczeń podstawowych jest sześć. Realizacja programu polega na tym, by ćwiczyć CODZIENNIE, za każdym razem zwiększając intensywność treningu. Wyczytałam, że najlepsze efekty osiąga się robiąc każde ćwiczenie jeden raz, traktując taki zestaw jako jedno "powtórzenie" i w taki właśnie sposób sama to stosowałam.

Weider
Autorem zestawu jest Josef E. "Joe" Weider, dziś już prawie dziewięćdziesiątdwuletni (!) współzałożyciel Międzynarodowej Federacji Kulturystyki i Fitness.

Swoją przygodę z a6w zaczęłam w zeszłe wakacje, gdy spotkałam się z moim byłym chłopakiem, zaangażowanym sportowcem. Ponarzekałam mu na swoją figurę, której głównym mankamentem jest utrzymująca się właściwie niezależnie od mojej wagi oponka na brzuchu... Doradził mi ten trening i następnego dnia po prostu zaczęłam ćwiczyć.

Jedno słowo: MASAKRA. Od razu pierwszego dnia zorientowałam się, że muszę ćwiczyć nago, bo pot lał się ze mnie strumieniami, a strój gimnastyczny można było wykręcać z wody. Na początku ćwiczyłam na gołej podłodze szwedzkiej, na której skraplały się po prostu małe kałuże. Później przerzuciłam się na karimatę, ale ZAWSZE musiałam mieć pod głową małego jaśka. Polecam każdemu ze słabym kręgosłupem.

Każdy następny dzień jest gorszy. Oczywiście, zwiększa się kondycja, ale program jest prawie z każdym dniem bardziej wymagający, więc wychodzi na jedno - totalne wyczerpanie :P Do tego w miarę postępów należy też zwiększać tempo ćwiczeń, tak, by trening nie przekraczał pół godziny. Przyznaję się bez bicia - temu nie podołałam i niejednokrotnie zajmował mi nawet i godzinę.

Drugim moim grzeszkiem jest to, że nie przeprowadziłam programu do końca. Przyczyna była prozaiczna - po miesiącu siedzenia w domu przyszedł czas na wyjazd z koleżankami pod namiot. A więc totalnie nie miałam do tego warunków.

Co jednak na pewno mogę powiedzieć - TO DZIAŁA. Nie wiem, czy samą "szóstką" można wyrobić sobie tzw. kaloryfer, ale to na szczęście nie nastąpiło - chociaż gdybym doprowadziła program do końca, to kto wie...? Na pewno jednak pożegnałam się z moją oponką, przy astronomicznych ilościach jedzenia i kompletnemu bezruchowi na co dzień. Przyspieszenie przemiany materii również było zauważalne. Na pozostałe obiecywane efekty, szczerze mówiąc, nie zwróciłam uwagi :P

Każdy organizm jest oczywiście inny, każdy może mieć swoją "oponkę" z innego powodu - predyspozycje, hormony, siedzący tryb życia... U mnie na pewno zawiniło to ostatnie i a6w okazało się strzałem w dziesiątkę. Ciekawa jestem, czy ktoś z Was też tego próbował? Jak wrażenia? Może to ja jestem jakaś zapasiona i takie koszmarne wycieńczenie dzień w dzień nie jest regułą...? :)

Aha, ja z pierwszym dniem wakacji zaczynam trening od nowa. Powinnam nawet mieć pierwsze 42 dni wolne, więc może uda mi się sprawdzić na własnej skórze, co z tym kaloryferem... ;)

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego